Lanckorona: wieś stworzona dla horrorów

Mgła gęstniała. Ciężki dywan opadał coraz niżej. Chmury od paru dni nie przepuszczały słońca. Grube krople deszczu roztrzaskiwały się o drewniane poręcze. Wilgoć unosiła się w powietrzu rozciągając między drzewami firany ze strumieni deszczu. Lepkie błoto przyklejało się do podeszw butów tworząc coraz większą skorupę z ziemi, trawy i drobnych kamyczków. Dzień od nocy odróżniał tylko coraz bardziej szary kolor chmur aż niebo stawało się czarne. Wieczór zapadał szybko. Zbyt szybko. Po zmroku w najgłębszych mrokach czaił się strach. Pierwotny. Absurdalny. Dziki. Jak w najgorszym horrorze musiałam wyjść w tę czerń, w tę mgłę. Z duszą na ramieniu pokonywałam drewniane schody w nadziei, że nie obudzę tego, co ukrywało się pod mokrymi od deszczu paprociami.

Uroczysko w lesie

Schody prowadzące z tarasu Willi Tadeusz były nasiąknięte wodą, dzięki czemu nie skrzypiały przy schodzeniu. Nie zmniejszyło to moich obaw i lęku przed opuszczeniem ciepłego i przytulnego pokoju, by udać się w gęstwinę mgły w ciemną noc. Spacer z psem w nocnym ogrodzie przy mglistej i dżdżystej pogodzie był dla mnie doświadczeniem na pograniczu literatury i jawy. Umysł wydobywał ze swoich zakamarków wszystkie scenariusze z przeczytanych kryminałów i horrorów, jednocześnie rejestrował wszelkie szmery, rzężenia, piski, próbując przewidzieć dokładnie ten scenariusz, który przytrafi się właśnie mnie. Nic takiego się nie zdarzyło. Po kilkunastu minutach wróciłyśmy do ciepłego pokoju, zostawiając za sobą tajemnice ogrodu nienaruszone.

lanckorona_2

Willa Tadeusz jest nie tylko miejscem na nocleg, choć to właśnie tu od 1924 roku funkcjonuje jeden z najstarszych prywatnych pensjonatów. Założył go Tadeusz Lorenz, przyboczny marszałka Józefa Piłsudskiego, który być może gościł w tym domu, pewne jest natomiast, że bywał w samej Lanckoronie. Pensjonat zbudowany jest z drewna. Spadzisty dach i niewielkie tarasy ciekawie urozmaicają bryłę, jednak najbardziej urzeka dostojna jadalnia z przeszkleniami, która podświetlona o zmroku dodaje otuchy i odwagi w eksplorowaniu ogrodu. A jest co odkrywać!

Pensjonat położony jest nieco na uboczu. Zjeżdżając z asfaltowej drogi wjeżdża się na żwirowy trakt osłonięty przez wysokie drzewa. Od razu ma się wrażenie przekroczenia niewidzialnej granicy i przystąpienia progu miejsca niecodziennego. Szczególe wrażenie robi duży betonowy basen. Woda w kolorze mlecznego turkusu cudownie kontrastuje z szarością schodów, jednocześnie dopełniając pejzażu zielonych, lekko zmatowionych mgłą drzew. Stając na samym końcu niewielkiej skoczni i chroniąc się przed deszczem pod parasolem wyobrażałam sobie fenomenalne ujęcia operatorów kamer, kręcących w tym miejscu kryminał lub pisarza, którego umysł umiejscawia tu właśnie scenę zbrodni.

SONY DSC

Zrządzeniem losu zabrałam ze sobą na wyjazd kryminał do czytania. Zrządzeniem losu przed wyjazdem zaczęliśmy oglądać serial „Stranger Things”. Zrządzeniem losu przez kilka dni naszego pobytu miasteczko zamarło pod kopułą mgły. Moja rozbestwiona wyobraźnia podsuwała scenariusze kolejnych niestworzony historii. W małym pokoiku, bez telewizora, w osamotnionym w lesie uroczysku łatwo można było puścić wodze wyobraźni.

Wiejska sceneria

Wchodziliśmy lekko pod górę na malowniczy Rynek, będący chlubą Lanckorony. Jest oryginalny. Zadziwia pochyłość. Zbudowany został na stoku o nachyleniu około 9,5%. Ma kwadratowy plan, pochodzący z czasów lokacji, czyli z XIV wieku. Prawa miejskie uzyskała Lanckorona w 1366 roku, ale w 1934 roku je straciła, stając się wsią. Podobno mieszkańcy nie myślą wcale o przywróceniu miejskiego statusu Lanckoronie. Swoją oryginalność Rynek zawdzięcza nie tylko nietypowemu położeniu, ale także niebanalnej zabudowie.

lanckorona_11

Niestety pierwotna zabudowa spłonęła w pożarach, które były zmorą urbanistów średniowiecznych miast oraz mieszkańców drewnianych budynków. Przy tak zwartej przestrzeni płomienie się rozprzestrzeniają w mgnieniu oka. Z pożaru ocalał jedynie budynek na rogu, będący dziś siedzibą muzeum. Dzisiejsza zabudowa Rynku jest wynikiem odbudowy z lat 1868-1872. W oczy rzucają się ogromne wrota w niemal każdym domu. Są tu przejazdowe sienie, przecinającej budynek w poprzek, a także dachy kryte gontem i głębokie podcienia. Całość zachowana w bardzo dobrym stanie, tworzy malowniczy krajobraz małomiasteczkowy. Dzięki czemu Lanckorona jest to wieś niezwykła z cechami małego, urokliwego miasteczka, a to przyciąga turystów, choć w deszczowy wrzesień była ich tu garstka.

Idąc nieśpiesznym krokiem po chwili opuściliśmy Rynek i pięliśmy się dalej ku górze aż dotarliśmy do ruin zamku, ufundowanego przez Kazimierza Wielkiego. W XVII wieku należał on do Mikołaja Zabrzydowskiego, a w XVIII stuleciu rozgrywały się tu właśnie wydarzenia najważniejsze dla losów Polski. W latach 1768-1771 bronili się tu konfederaci przed naporem wojsk radzieckich pod wodzą Suworowa. Po wysadzeniu zamku w czasach zaboru austriackiego popadał w ruinę. Ponoć istnieją plany odbudowy budynku. Idąc dalej ścieżką po prawej stronie dotarliśmy do najwyższego punktu – szczytu Góry Lanckorońskiej. Stamtąd chodziliśmy Aleją Zakochanych w dół, by po krótkim spacerze znaleźć się nieopodal Willi Tadeusz.

lanckorona_14

Jeśli nie chłonęliśmy atmosfery Lancorony w zabytkowym pensjonacie, to przesiadywaliśmy w Cafe Pensjonat. Lokal promuje jest eko, a do tego kuchnia inspirowana jest regionalnymi tradycjami kulinarnymi. Żurek z jajkiem, placki ziemniaczane z kwaśną śmietaną, rosół z kapustą, czy pierogi z najprawdziwszymi, drobnymi jagodami. Proste potrawy z lokalnym sznytem smakowały mi bardzo. Można było poczuć się jak na domowym obiedzie. Z reguły byliśmy jedynymi gośćmi. W dżdżyste popołudnia szarlotka z kawą lub gorącą czekoladą stawały się miłym rytuałem. Podobnie jak spacer z powrotem ulicą Święyokrzyską tylko po to, żeby kupić u piekarza ciepłą jeszcze bułkę lanckorońską.

Święte dróżki

Droga wynosiła się i opadała. W kałużach w dziurach asfaltu i w dołkach na ziemistym poboczu odbijały się promienie słońca. Trafił się pogodny dzień, idealny na spacer. W odległości około 5 km od Lanckorony znajduje się Kalwaria Zebrzydowa (pierwsza na ziemiach polskich), ufundowana w 1602 roku przez Mikołaja Zebrzydowskiego, tego samego, do którego w pewnym okresie należał zamek na Górze Lanckorońskiej.  Utworzenie kalwarii było następstwem ogólnego trendu pojawiającego się w Europie zachodniej już od XV wieku, a mianowicie tworzenia „zastępczych Jerozolim”, czyli właśnie kalwarii. Zgodnie z mitem założycielskim miała być to pewnego rodzaju samotnia, miejsce do refleksji. Początkowo znajdowała się tu klasztor i droga krzyżowa, a dopiero później – dzięki pomocy kolejnych trzech pokoleń Zebrzydowskich – kompleks rozciągnięte został do rozmiarów kalwarii, dziś już wpisanej na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

SONY DSC

Kalwaria Zebrzydowska umiejscowiona jest na górze Żarek. Na terenie kompleksu znajduje się około 40 kaplic i kościołów różniących się rozmiarami. Wydeptane przez pielgrzymów, lokalnych mieszkańców i przyjezdnych turystów szlaki ciągną się kilometrami. Dzięki pięknemu założeniu architektoniczno-krajobrazowemu spacer tymi drogami to sama przyjemność. Między kaplicami i kościołami rozciągają się także Dróżki Pana Jezusa i Dróżki Matki Bożej. Odbywają się na nich między innymi nabożeństwa maryjne dróżkowe oraz za zmarłych. Najwięcej osób gromadzą w tym miejscu uroczystości w okresie Wielkiego Tygodnia, szczególnie Misteria Męki Pańskiej, a także w czasie odpust ku czci Najświętszej Marii Panny.

Aby eksplorować kalwarię, wyszliśmy z Willi Tadeusz i skierowaliśmy się w prawo, mijając ekskluzywny hotel oraz liczne domy letniskowe. Wiele czasu nie upłynęło, a już dostrzegliśmy pierwsze kaplice. Byłam pod dużym wrażeniem tego, jak fantastycznie ta sakralna zabudowa wpisana została w naturalny krajobraz. Punktem kulminacyjnym spaceru był klasztor bernardynów. Zespół budynków klasztornych wyróżnia jednolity styl barokowy (pomimo trwającej 150 lat budowy), przejawiający się w bogatych zdobieniach. Już z zewnątrz imponująco wyglądał kościół Matki Boskiej Anielskiej, a wrażenia monumentalności dopełniło wnętrze, choć przyznam, że jak na barokowe dzieło zabrakło mi strojności. Z drugiej strony to przecież kościół klasztorny, więc może jest to odpowiednie wyważenie bogactwa i posługi Bogu?

lanckorona_24

Od progu właściwie zniewala ołtarz. Potężny. Ze srebrną figurą Matki Boskiej. Zadzierając głowę można podziwiać także duże organy z początku XVIII wieku. Najbardziej jednak zaskoczyły mnie malowidła na ścianie. Maciek zwrócił moją uwagę na nie i na to, że przedstawiają dość rzadkie w kościelnych zdobieniach motywy ludowe. Widać scenę prawdopodobnie uroczystości , w której pojawiają się kobiety w strojach ludowych.

*  *  *

Wybierając się do Lanckorony liczyłam na sielski klimat. Spacery w promieniach ciepłego słońca jesieni miały umilać czas między kolejnymi rozdziałami czytania książki. Pierwszy dzień spełnił dokładnie moje oczekiwania. Słońce przyjemnie muskało po twarzy, gdy siedziałam na drewnianej ławeczce przed Cafe Pensjonat na Rynku. Kolejnego dnia poznałam mroczne oblicze wsi. Lanckorona, a w szczególności Willa Tadeusz, nie mniej zachwyciły mnie w strugach deszczu i oparach mgły. Dżdżysta pogoda i posępna sceneria nadały wyjazdowi niesamowitego klimatu, który zapamiętam na długi czas.

autor: Magdalena Drajkowska

Więcej zdjęć na Fanpage w albumie Lanckorona: wieś stworzona dla horrorów

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. Magda, skąd Ty czerpiesz energię? Muszę i ja się podłączyć do twojego źródła, bo dawno nie widziałam na blogach, które czytam, żeby ktoś tak regularnie i pięknie pisał!

    Polubienie

    1. Zza Grubych Szkieł pisze:

      Agnieszko, dziękuję! Twoja opinia sprawiła mi ogromną radość. A działam jak „perpetum mobile” energię daje mi pisanie…i tak w kółko 😊

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s